18/11/2018

SPALIMY DYREKTYWĘ PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO W GDAŃSKU!

5.00 avg. rating (85% score) - 1 vote

SPALIMY DYREKTYWĘ W GDAŃSKU! Spotykamy się 5. października (PIĄTEK) o godzinie 18:00 na ul. Długi Targ!

ZAPRASZAMY WSZYSTKICH!

12. września Parlament Europejski, po przyjęciu poprawek, wyraził swoje poparcie dla tekstu „Dyrektywy o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym” #ACTA2 w bardzo niekorzystnym brzmieniu i z uwzględnieniem niebezpiecznych artykułów 11. oraz 13, które w konsekwencji spowodują wprowadzenie pełnej infrastruktury cenzorskiej i doprowadzą do kontroli naszych treści.

Dołącz do nas , nie pozwólmy odebrać sobie podstawowego prawa wolności, wolności wypowiedzi . 

 

Oto list jaki działacze StopACTA2 wystosowali do Premiera Rady Ministrów 

Szanowny Panie Ministrze!

 

Apelujemy do rządu Rzeczypospolitej Polskiej o zajęcie negatywnego stanowiska w Radzie Unii Europejskiej wobec regulacji zagrażających cenzurą w Internecie, przewidywanych przez aktualne projekty dyrektywy o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym.

Zarówno projekt Komisji Europejskiej, projekt Rady Europejskiej oraz uchwalony 12 września br. projekt Parlamentu Europejskiego zawierają propozycje niekorzystnych regulacji, które staną się fundamentem do monopolizacji informacji oraz kultury w polskim i europejskim internecie przez lobby złożone z wielkich koncernów medialnych (m.in. Ringier Axel Springer) i organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.

Proponowany artykuł 13 dyrektywy narzuca „dostawcom treści współdzielonych online” – czyli różnego typu serwisom społecznościowym (takim jak np. Facebook, YouTube, Twitter czy Instagram) – obowiązek prewencyjnego cenzurowania treści zamieszczanych przez ich użytkowników pod kątem ewentualnego naruszania przez nie praw autorskich. Inaczej niż dzisiaj, gdy usługodawca internetowy ma obowiązek zablokować dostęp do treści zamieszczonej przez użytkownika jedynie w przypadku otrzymania „wiarygodnej wiadomości” (jak ujmuje to polska ustawa) o jej bezprawności, ich właściciele będą musieli stale aktywnie przeszukiwać zawartość, aby zapobiegać dostępności objętych prawami autorskimi materiałów, na których publikowanie nie otrzymali licencji.

W przypadku największych i najpowszechniej używanych serwisów oznacza to w praktyce cenzurę przy pomocy automatycznych skryptów, gdyż nie jest możliwe sprawdzanie milionów, a nawet miliardów treści zamieszczanych przez ludzi każdego dnia. „Decyzję” o zablokowaniu czy usunięciu zamieszczanej przez użytkownika treści – czyli o tym, co można publikować – będzie podejmowało więc oprogramowanie komputerowe. Oprogramowanie takie jest omylne, ma siłą rzeczy trudności z rozróżnieniem treści objętych dozwolonym użytkiem (np. cytaty, parodie, memy) i – raz wdrożone na taką skalę – łatwo będzie mogło być nadużywane (celowe „omyłki”) lub jawnie użyte do cenzury innego rodzaju, na przykład politycznej.

Utrudniona zostanie krytyka i debata, ponieważ treści będące do nich podstawą – np. teksty czy filmy świadczące o czyimś zachowaniu czy wypowiedzi – będą mogły być łatwo blokowane i usuwane z serwisów społecznościowych pod pretekstem ochrony praw autorskich.

Wersja projektu uchwalona przez Parlament Europejski wprawdzie pośrednio zwalnia z tego obowiązku mikro- i małe przedsiębiorstwa oraz inicjatywy niekomercyjne (wyjmując je spod definicji „dostawców treści współdzielonych online”), jednak z punktu widzenia większości użytkowników nie jest to wystarczające, gdyż korzystają oni głównie z dużych, komercyjnych (choć dla nich darmowych) serwisów. W wersji projektu przyjętej przez Radę UE nie ma nawet takiego wyjątku.

Proponowany artykuł 11 dyrektywy zakłada natomiast nadanie wydawcom prasowym prawa decydowania o zwielokrotnianiu i dalszym udostępnianiu treści raz przez nich opublikowanych. Również ich fragmentów – oznacza to zagrożenie dla powszechnego w Internecie zwyczaju linkowania do źródła z podaniem towarzyszącego fragmentu tekstu, choćby tytułu (a nierzadko dłuższej „zajawki”), gdyż takie towarzyszące fragmenty zostaną również objęte tym prawem. Wersja projektu uchwalona przez Parlament Europejski wprawdzie czyni wyjątek dla „hyperlinków, którym towarzyszą pojedyncze słowa”, ale jest to zbyt mało – długi tytuł czy zdanie towarzyszące dość powszechnie linkom do treści tekstowych to już nie „pojedyncze słowa”. Również wersja projektu uchwalona przez Radę UE robi tu wyjątek jedynie dla „nieistotnych” fragmentów tekstu (niebędących wyrazem twórczości autora albo niemających samodzielnego znaczenia gospodarczego), co stawia pod znakiem zapytania „zajawki” w postaci tytułów wymyślonych przez autora lub nawet krótkich fragmentów wprowadzających w istotę linkowanego tekstu.

Wejście w życie regulacji przewidzianych przez artykuł 11 może oznaczać nie tylko zmianę wyglądu serwisów społecznościowych, a nawet wyszukiwarek – utrudniającą życie użytkownikom – ale i zniknięcie tzw. agregatorów linków. Pośrednim efektem tego może być utrudnienie dostępu do treści od małych dostawców i blogerów, do których ludzie docierają często przez tego typu serwisy i odnośniki na portalach społecznościowych.

Wersja projektu dyrektywy przyjęta przez Parlament Europejski przewiduje także obowiązek płacenia tantiem posiadaczom praw autorskich za utwory wizualne reprodukowane dla celów indeksowania (np. w wyszukiwarkach grafik) lub odnoszenia się (np. w graficznych elementach zajawek do linków, jakie powszechnie stosowane są np. na Facebooku), co może ograniczyć możliwość korzystania z tego typu usług.

W ostatnich miesiącach, a szczególnie dniach, temat dyrektywy o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym – przyrównywanej do odrzuconej w 2012 roku umowy ACTA i nazywanej „ACTA 2” – stał się głośny tak w mediach, jak i wśród polityków. Trwające od czerwca społeczne protesty i krytyka ze strony ekspertów doprowadziły do tego, że dzięki sprzeciwowi polskich europosłów 5 lipca br. Parlament Europejski złagodził – choć niewystarczająco – brzmienie projektu. 12 września posłowie partii tworzącej rząd – Prawa i Sprawiedliwości – głosowali przeciwko również złagodzonej wersji projektu.

Polska postrzegana jest z tego powodu jako kraj stający w obronie wolności Internetu i przepływu informacji. Już dwukrotnie wcześniej Polska obroniła Unię Europejską przed ograniczeniem wolności uzasadnianym potrzebą większej ochrony „własności intelektualnej” – w 2004 roku sprzeciwiając się przyjęciu dyrektywy umożliwiającej patentowanie programów komputerowych, a w 2012 roku, dzięki masowym oddolnym protestom, doprowadzając do odrzucenia umowy ACTA.

Nie zniszczmy tego wizerunku. Prosimy o przyjęcie strategii, która doprowadzi do oddalenia decyzji w czasie tak, by finalne głosowanie odbywało się w następnej kadencji Parlamentu Europejskiego – tak, by stało się to przedmiotem debaty społecznej przed wyborami do tej instytucji.

 

Organizatorzy i uczestnicy protestów przeciwko „ACTA 2”

Sebastian Antypiuk,, Jacek Władysław Bartyzel, Michał Bielecki, Dorota Bujak, Michał Dydycz, Magdalena Fogiel-Litwinek, Mieszko Gościniak, Rafał Górski, Grzegorz Jastrzębski, Andrzej Kania vel Tramway, Jan Franciszek Kowalski, Janusz Kunowski, Linus Lewandowski, Krzysztof Maczyński vel ByteEater, Jakub Mamczyk, Marcin Macieszczuk, Aleksander Nitecki, Natasza Pawlak, Paweł Rychłowski, Sławomir Rychłowski, Jacek Sierpiński, Stanisław Stopka, Marek Szewczyk, Patrick Täsler, Paweł Tanajno, Bożena Tuziak, Krzysztof “Ator” Woźniak, Filip Zajączkowski.

5.00 avg. rating (85% score) - 1 vote